28.07.12 Giessen ? Heuchelheim – Dorlar ? Wetzlar ? Steindorf (30 km)

Lahntal-Radweg, piękna droga rowerowa wzdłuż rzeki Lahne do Koblenz

Lahntal-Radweg, piękna droga rowerowa wzdłuż rzeki Lahne do Koblenz

Od rana naprawiam rower. Na szczęście mam wszystkie potrzebne rzeczy. Zapasową dętkę i narzędzia. Zakup taniej pompki w Zgorzelcu nie był najszczęśliwszy. Za 10 zł dostałem chiński bubel. Po pół godzinie pompowania udaje się na tyle by móc ruszyć do najbliższej stacji benzynowej. Najbliższej czyli powrót do miasta Giessen, a to jakieś 4 km. Najpierw trafiam do tureckiego warsztatu samochodowego. Pompka jest ale samochodowa, niezdatna do napompowania dętki rowerowej. Kilka metrów dalej widzę stację benzynową i ten sam problem. Końcówka pompki nie będzie pasować do wentyla w mojej dętce ? stwierdzają pracownicy stacji. Jestem co do tego przekonany w 100% (i po raz ostatni wierzę komuś na słowo). Już mam ruszać dalej gdy widzę Niemca pompującego swój rower tą niby złą pompką. Okazuje się, że mój wentyl w oponie jest jak najbardziej odpowiedni dla pompek samochodowych. Uradowany pompuję oba koła i wracam na trasę. W Lidlu kupuję butelkę wody. Mijam MOJE pole kukurydzy i macham na pożegnanie ręką, dziękując za spokojną noc. Odnajduję Lahntal-Radweg. Jest po godz. 14.00. Jest gorąco lecz mam wiatr wiejący od rzeki. Cudownie. Tak trafiam do pięknego miasteczka Wetzlar znanego z wydarzeń lata 1772 roku, które skłoniły przebywającego tam, Goethego, zakochanego w żonie radcy dworu Charlotte Kestner do napisania swojego pierwszego bestsellera ?Cierpienia młodego Wertera?. Urzekła mnie stara gotycka katedra z 1230 roku, a przede wszystkim malownicze stare miasto otoczone kamienicami z epoki gotyku, romańskiego, renesansu i baroku. Jestem pod wrażeniem. Z jakim wielkim pietyzmem i nakładem pracy Niemcy odrestaurowują swoje dziedzictwo. Większość miast które mijam to wręcz perełki gdzie aż chciało by się pozostać na dłużej lub na zawsze. Tutaj w Wetzlar Oskar Barnack wynalazł pierwszy na świecie małoobrazkowy aparat fotograficzny, a Ernst Leitz wynalazł i produkował swoje znane na całym świecie do dnia dzisiejszego mikroskopy. Siedzę na ławeczce w rynku, jest tak miło i przyjemnie. W powietrzu unoszą się zapachy świeżo palonej kawy, zmieszane z zapachem piwa, frytek i smażonych kurzych udek. Ślinka cieknie po brodzie, niestety za mało funduszy więc tylko się oblizałem i zanim pojechałem dalej zahaczyłem jeszcze o stację benzynową. W toalecie mogłem się troszkę umyć, ogolić i wyprać skarpetki. Odświeżony jadę dalej do Solms i Leun. Lecz mój anioł stróż i organizm mają inne zdanie. Nie ujechałem daleko. Parę kilometrów za Wetzlar, skręcam na polną ścieżkę. Przecina ona kilka wielkich pól kukurydzy. Poddaję się, nie mam już siły, muszę odpocząć po tej pięciodniowej harówie na rowerze. Jest trochę po 15.30. Pakuję się daleko w kukurydzę, chowam rower i porządnie przygotowuję teren pod namiot. Nie spieszę się. Rozbijam namiot i rozwieszam na nim mokre rzeczy. Są już brudne. Mimo, że jadę wzdłuż rzeki dostępu do niej broni dość wysoka skarpa. Zjadłem konserwę z suchym chlebkiem, dwa jabłka, kilka moich uwielbianych cukierków czekoladowych Riesen, kawałek żółtego sera Emmentaler? W końcu mam trochę czasu aby uzupełnić wpisy w pamiętniku. Wieje lekki wiaterek ale nie jest chłodno. Co jakiś czas dróżką w pobliżu przejeżdża rower lub ktoś przebiega nierzadko z psem. Wieczorem pojawia się więcej osób co wprawia mnie delikatnie mówiąc w złość. Wszędzie ich pełno, nawet tutaj w zagubionej gdzieś wśród pól drożynie. W oddali słyszę głośną muzykę, warkot samochodów wyścigowych, głos spikera i oklaski. Zawsze od piątku wieczorem do niedzieli wieczorem Niemcy imprezują.