02.08.12 (63 km) – Arnstein ? Nassau ? Bad Ems – Lahnstein- Koblenz/Koblenz ? Winningen ? Kobern/Gonden ? Niederfell ? Oberfell ? Alken ?Lof ?Burgen ? Muden

Do Koblenz 4.3 km

Do Koblenz 4.3 km

W tym dużym kompleksie klasztornym powstałym w 1139 roku mieszka pięciu mnichów z zakonu Świętego Serca Jezusa i Marii. Obecnych jest czterech, piąty na urlopie we Francji. Do pomocy przy sprzedaży pamiątek, sprzątaniu i podawaniu gościom napojów mają 35 letnią, całkiem ładną kobietę z Tajlandii (sama powiedziała ile ma lat). Mężczyźni są potężnej postury i chodzą w czarnych garniturach. Co najmniej 195 cm wzrostu i 150 kg żywej wagi 😉 Mam okazję poznać ich wszystkich w kaplicy na porannej modlitwie na którą jestem zaproszony. Wyglądają na ponuraków. Szybko odmawiają modlitwę i udają się do swoich zajęć nie zaszczyciwszy mnie nawet jednym spojrzeniem. W klasztorze oprócz mnie znajduje się jeszcze na tygodniowym turnusie niemiecko-belgijska młodzież. Mnisi organizują takie religijno-krajoznawcze turnusy od wielu lat, głównie dla całkiem niezłych dochodów. Sprzątam po sobie i nie zaczepiany przez nikogo przytwierdzam torby do roweru i ruszam w las w kierunku Nassau. Wczoraj musiałem się prawie wspinać do klasztoru. Teraz mam długi, mocno nachylony i wąski zjazd. Hamulce są słabe więc nie rozpędzam się za mocno i często wspomagam samo hamowanie nogami. Z Nassau cudowna trasa do Bad Ems. Mnóstwo turystów na rowerach i kajaków. Co kilka kilometrów mijam (niestety) śliczne, ukwiecone gospody zapraszające na kaczkę w pomarańczach, pieczeń z dzika, gęś w cieście, udka z miodem i soczewicą. No i oczywiście zimne, pieniste piwo. Nie stać mnie. W końcu zmęczony psychicznie tymi zapachami i widokami dojeżdżam do Bad Ems, jednego z najmodniejszych niemieckich uzdrowisk, powstałym w 1711 roku. Jak to zwykle bywa bogata księżna z domu Oranien – Nassau zbudowała tutaj rezydencję. W ślad za nią poszli inni i tak powstała modna miejscowość. Bad Ems było też granicą cesarstwa rzymskiego oddzielającą je od plemion germańskich. Fragmenty muru z palisadą przecinają Bad Ems i ciągną się na odcinku prawie 550 km. Jest to druga po chińskim murze najdłuższa ludzka konstrukcja na ziemi. Mijam dokładnie odtworzoną rzymską wieżę, następnie punkt informacji turystycznej gdzie dwie eleganckie lecz wielce znudzone Niemki ze zblazowanymi minami obserwują faceta na rowerze. Cechą charakterystyczną wszystkich miejscowości uzdrowiskowych na całym świecie są znudzone i obojętne miny ich stałych mieszkańców. Kierunek na Lahnstein gdzie kończy się Lahntal-Radweg. Droga wciąż mnie zachwyca, robię zdjęcia ale żadne z nich nie oddaje całego piękna które dane mi jest od kilku dni oglądać. W Lahnstein kończę szlak Lahntal-Radweg i skręcam do miasta szukać dalszej drogi do Koblenz. Po drodze mijam dwie młode Polki spacerujące z dziećmi po promenadzie. Zatrzymuje się na chwilę przed chyba najstarszą w Europie gospodą istniejącą w tym miejscu nieprzerwanie od 1697 roku. Tutaj tez w 1774 roku Goethe zajadał się ?wyborną fasolą z boczkiem?. Zanim trafiam na odpowiednią drogę mam przed sobą trochę wspinania. Dużo wzniesień i zjazdów już mnie nie dziwi. Przyjmuję to wszystko ze stoickim spokojem. Jestem już zahartowany. Po kolejnej wspinacze i zjeździe trafiam w końcu na pierwszą w Koblenz ulicę. Dalej na most i do centrum miasta. Z mapki wynika, że Informacja Turystyczna znajduje się obok dworca głównego PKP. Zasięgam języka i w drogę. Duży ruch samochodowy. Masa rowerzystów i pieszych. Miasto przecinają we wszystkich kierunkach wygodne trasy rowerowe. Jest po 14.00 kiedy dojeżdżam do dworca. Naprzeciw niego duża tablica z literką ?i?. Bardzo kulturalny i uprzejmy pracownik dzieli się ze mną informacją o trasie rowerowej z Koblenz do Nancy we Francji tzw. Mosel-Radweg. Z braku przewodnika otrzymuję od niego bezpłatną mapkę całej trasy z oznaczonymi dokładnie wszystkimi miejscowościami. Powinno wystarczyć. Dziękuję za pomoc i wracam do roweru. Spory plac przed dworcem jest wypełniony ludźmi chyba z całego świata. Nie szukam noclegu. Zanim wjadę na szlak postanawiam zwiedzić na rowerze to jedno z najpiękniejszych niemieckich miast. Wszędzie napotykam pozostałości po dawnym cesarstwie rzymskim. W Koblenz od 1216 roku miał też swoją siedzibę Deutches Orden znany w Polsce pod groźną nazwą Krzyżacy. Pełno zabytków właściwie z wszystkich epok. I będzie ich coraz więcej ponieważ wkraczam w rejony gdzie rzymscy arystokraci i wojskowi zakładali winnice znane z produkcji słynnych Moselskich win wytrawnych. Samo miasto posiada udokumentowaną ponad 2000- letnią historię. Niesamowite. Tutaj też gubernatorem wojskowym był przyszły cesarz niemiec Wilhelm I. Dwie godziny pobytu w Koblenz wystarczy. Przez most kolejowy trafiam do dzielnicy Guls, gdzie w markecie Edeka kupuję wodę, orzechy i puszkę Red Bula. Para Niemców zapytana o drogę rowerową Mosel-Radweg po prostu mnie do niej podprowadza. Machamy sobie rękami na pożegnanie. Droga nie różni się od Lahntal – Radweg. Jest może trochę szersza lecz przebiega przez zupełnie inny krajobrazowy świat. Za Kobern/ Gonden zatrzymuję się nagle i otwieram szeroko oczy z podziwu i zdumienia. Rozpościerające się przede mną widoki rzucają na kolana. Poprzednia trasa była piękną, ta jest najzwyczajniej w świecie ? wprost oszałamiająca! Malutkie i bajeczne miasteczka wpasowane między rzeką Mosel i winnicami. Do tego ten zapach winnych krzewów i rzeki. Jadę wolno i wchłaniam te cuda. Byłem w wielu krajach, widziałem cudowne miejsca lecz to co mnie teraz otacza jest samo w sobie czymś niezwykłym i nie do opisania prostymi słowami. Potrzebny jest poeta! Dojeżdżam do miasteczka Alken i ?zachłystuję się tym co widzę. Po drugiej stronie rzeki prawdziwe cudeńko. Jezu jak tu jest pięknie! Za Muden i 5 km przed Treis/Karden decyduję się na postój w niewielkim zagajniku przy rzece. Zbyt małym na rozbicie namiotu. Wyciągam śpiwór i układam się na wprost rzeki. Jest ciepło i lekki wiaterek wieje od Moseli. Przyglądam się przepływającym potężnym barkom i jachtom motorowym. Dopiero tutaj widać prawdziwe bogactwo tego kraju i jego mieszkańców.