05.08.12 – Niedziela Longuich ? Schweich ?Trier ? Konz ? Wasserliesch (L) – Grevenmacher (L) ?Remich (L) ? Perl (D)

Wjeżdżam do Luksemburga

Wjeżdżam do Luksemburga

W nocy słyszałem jakieś zwierzę pomrukujące i kręcące się w pobliżu namiotu, zaś rano stwierdziłem z wielkim smutkiem brak jednego z sandałów. Na domiar złego padał deszcz. Poszukiwania w tych gęstych i mokrych zaroślach nie przyniosły pożądanego rezultatu. Dzika bestia zemściła się na mnie. Cóż było robić. Założyłem nowe Pumy i w drogę. Pochmurno. Do Trier pozostało 25 km. Jechałem z duszą na ramieniu obawiając się powrotu deszczu. W Schweich spotykam na promenadzie spacerowej dwie młode Polki ale nie odzywam się. Rozpogodziło się i do Trier dotarłem w odpowiedniej porze, nie za wcześnie i nie za późno czyli w okolicach 13.00. Od razu kieruję się do katedry po pieczątkę. Znowu słyszę polskie głosy i kiedy odwracam głowę za siebie spostrzegam małżeństwo trzymające się za ręce. Podchodzę do nich i proszę o zrobienie zdjęcia moim telefonem komórkowym. Przy okazji opowiadam o swojej podróży do Hiszpanii. Kobieta była wyraźnie zaskoczona i uradowana, mężczyzna markotny i zazdrosny. Podróżowali z wycieczką do Paryża. ?Za 15 dni też tam się pojawię więc zaczekajcie na mnie? – zażartowałem. Uścisnęliśmy sobie ręce na pożegnanie życząc przede wszystkim bezpiecznej podróży. W 16 roku przed narodzinami Chrystusa cesarz August założył w tym miejscu miasto Augusta Treverorum będące główną bramą prowadzącą do Provinz Belgica (zachodniej dzielnicy cesarstwa rzymskiego). W roku 275 Trier został zniszczony przez plemiona barbarzyńskie germanów, natomiast w IV wieku cesarz Konstantyn rozbudował miasto ustanawiając je cesarskim miastem Trier. Niestety krótko po tym miasto opanowali Frankowie. Z tego okresu pochodzą wspaniale zachowane do dzisiaj Cesarskie Łaźnie, Bazylika Konstantyna amfiteatr i arena gladiatorów. W katedrze przechowywana jest relikwia – tunika Jezusa w której szedł na Golgotę. Jeżdżę po mieście jak zahipnotyzowany starając się wchłonąć w siebie jak najwięcej obrazów. O krok od słynnej ?Porta Nigra? trafiam na Informację Turystyczną gdzie otrzymuję broszurkę VeloRouteSaarLorLux z dokładną mapka trasy z Trier do Metz oraz cenną wskazówkę. Zdecydowanie lepszą i bezpieczniejszą drogą rowerową do granicy francuskiej jest ta po niemieckiej stronie lecz jeśli mam ochotę zobaczyć Luksemburg proponują odcinek z Wasserbilig do Remich. Tam przez most powinienem wrócić do Niemiec. Żegnam się z Trier z głębokim postanowieniem, że jeszcze kiedyś tutaj wrócę. Klucząc ulicami miasta docieram do rzeki Mosel i wracam na drogę rowerową. Teraz Konz. Na szlaku roi się od rowerzystów w różnym wieku. Coraz częściej słyszę język francuski. Trasa nieprzerwanie prowadzi wśród winnic, czasami skręca do jakiegoś miasteczka przez które należy przejechać (w domyśle powinno się tutaj zatrzymać w jednej z wielu winiarni, restauracji czy w przytulnych gospodach z miejscami noclegowymi). Docieram do Konz, przejeżdżam miasto i skręcam w lewo na most, a tuż za nim Wasserbilig, pierwsze miasteczko w Luksemburgu. Dalej widzę drogę samochodową w kierunku Gravenmacher, a obok niej wydzielony pas drogi rowerowej. Jadę kilkaset metrów i zatrzymuję obok dużego pasażu pieszego. Siadam na ławeczce i zapalam papierosa. Muszę ochłonąć. Godzina 16.00. Dojechałem do Luksemburga! Wokół mnie spacerują i jeżdżą na rowerach Turcy, Jugosłowianie, sporo przechadzających się całymi rodzinami murzynów i arabów. Tak, wyraźnie widać różnicę między Niemcami i Luksemburgiem. Ten drugi jest bardziej kosmopolityczny, zaniedbany i podejrzany. Na szczęście obok urzędowego języka francuskiego wiele osób, zwłaszcza młodych ludzi mówi po angielsku lub niemiecku. Cieszę się gdy jeden z Luksemburczyków potwierdza łamaną niemczyzną słowa z Informacji Turystycznej w Trier. W Remich powrócić na niemiecką drogę rowerową. Przede mną jakieś 57 km. Niewiele. Ruszam wydzieloną z jezdni drogą rowerową, mając po lewej stronie rzekę Mosel, z prawej niekończące się, obrośnięte winnicami wzgórza. Za Grevenmacher (tutaj spotykam kolejne dwie młode Polki, zawzięcie o czymś dyskutujące ) trafiam na osobną drogę rowerową by po kilku kilometrach wrócić na wydzielony pas drogowy. W sumie cała ta luksemburska cześć trasy jakoś niespecjalnie mi przypadła do gustu. Jest zbyt cywilizowana i nowoczesna, bardziej subtelna i romantyczna mająca więcej wdzięku jest jednak trasa niemiecka. W Remich z ulgą wjeżdżam na most i wracam do Niemiec. 3 godziny w Luksemburgu wystarczą. Trafiam na spore pole namiotowo-caravaningowe i bezładne zbiorowisko drewnianych domków kempingowych. Obserwowany przez grupę wylegujących się, spasionych i czerwonych od słońca Niemców z ich nieodłącznymi atrybutami ? małym grillem z pieczonymi kiełbaskami i butelką piwa w tłustych palcach jadę nie zwracając na nich uwagi. Wyglądają komicznie i groteskowo, jak stado morsów w Arktyce. Zmęczony lecz zadowolony z dzisiejszych osiągnięć (przy okazji przejechałem 82 km!). Wow! Rozbijam namiot w leśnym zagajniku 3 km przed Perl. Jutro Francja.