07.08.12 (96 km) Metz – Thionville ? Perl ? Remich(L) – Wasserbilig (L) – Konz

Katedra w Metz

Katedra w Metz

Budzi mnie cudownie rozśpiewany głosami ptaków, poranek. Promienie słońca przebijają się przez wysokie korony drzew, rozpraszając mgłę unoszącą się nad parującą ziemią usłaną igliwiem i liśćmi rosnących dookoła wielkich świerków i kilku buków. Wyplątuję się z namiotu cały obolały. Te ostatnie kilka dni dały mi się mocno w kość. Noc miałem niespokojną. Budziłem się z mrocznymi myślami. Co dalej? Jest 8 sierpień, miesiąc na dojazd do Hiszpanii czyli wrzesień i początek jesieni. Ok., jest to najlepsza pora na zwiedzanie tego kraju. Nie jest tak gorąco i zdecydowanie mniej turystów. Lecz nieznajomość języka francuskiego i moje lata mogą być znaczną przeszkodą w zarobieniu pieniędzy we Francji, a bez pieniędzy dalsza jazda do Hiszpanii nie ma sensu! Większe szanse mam w Niemczech. Targany myślami, wyjeżdżam z zarośli kierując się do Metz. Gorąco ale nie duszno. Odwiedzam piękną katedrę St. Etiennepo pieczątkę oraz znajdującą się w pobliżu Office de Tourisme ? Informację turystyczną. Po angielsku pytam o drogę rowerowa do Paryża i dalej do Hiszpanii. Niestety pracownica nie ma najmniejszego pojęcia. Pytam więc o drogę św. Jakuba, w końcu to właśnie Metz jest jednym z najważniejszych punktów przystankowych na europejskim szlaku. Pani rozkłada ręce. Nie ma żadnych informacji. Pytam więc gdzie mogę się czegoś więcej dowiedzieć. Policja! Oni wiedzą wszystko ? informuje mnie z rozbrajającym uśmiechem. Totalna kompromitacja pracowników ?Office de Tourisme?. Jestem zły. Decyzja zapadła. Wracam do Niemiec do Konz gdzie zastanowię się co dalej robić. Zwiedziłem katedrę i duży plac targowy przed nią. Ładnie, lecz mnie już to wszystko nie cieszy. Mając w pamięci wczorajszą trasę do Metz droga powrotna nie sprawiała trudności. Za Thionville pomyliłem kierunki, jednak szybko naprawiłem błąd. Rower dosłownie śmigał na drodze tak jakby i jemu udzieliła się radość z powrotu. Krótki postój w Perl, następnie Remich i wręcz przelot przez Luksemburg do Gravenmaher, a stamtąd mostem do Niemiec i dalej do Konz. Nigdy przedtem ani potem nie jechało mi się tak szybko i wygodnie jak wtedy. Praktycznie nie czułem zmęczenia. Nogi same pedałowały. Czułem się świetnie. Wiatr w plecy. Nie jechałem. Płynąłem w powietrzu. Zrobiłem około 96 km w jeden dzień. Przed Konz zjeżdżam na drogę rowerową w kierunku Saarburga. Jest już prawie ciemno kiedy znajduję miejsce w lesie obok śluzy. Rozbijam namiot i zasypiam prawie natychmiast.