09.08.12 Konz ? Saarburg ? Konz (trasa rowerowa do Saarbrucken)

Wodospad w Saarburgu

Wodospad w Saarburgu

Ponownie odwiedzają mnie dziki. Jeden z nich jest wyraźnie zdenerwowany. Groźnie chrząka, pomrukuje i obwąchuje namiot przed dobre kilkanaście minut. Boję się poruszyć w śpiworze. Ściana namiotu wybrzusza się ku mnie pod naporem pyska zwierzęcia. Koniecznie chce się dostać do środka. Strach mnie paraliżuje chociaż próbuję zachować spokój. Dzik jest potężnym, silnie umięśnionym zwierzęciem. Jego dwa wystające kły i silne szczęki uchwyconemu w nie człowiekowi nie dają najmniejszej szansy. Widziałem kiedyś film dokumentalny o dzikach rozszarpujących wielkiego knura jakby to był naleśnik z dżemem. W ręku trzymam otwarty nóż myśliwski chociaż jestem świadomy jego całkowitej nieprzydatności. Gruba i twarda skóra dzika nie daje się łatwo przebić. Nawet o tym nie myślę. Przyjmuję postawę wyczekującą. W końcu odpuścił i poszedł sobie. Usiadłem, zapaliłem latarkę i w jej świetle skręciłem papierosa. O dziwo byłem spokojny. Paląc papierosa postanowiłem wybrać się na krótką przejażdżkę do Saarburga. Bez bagaży. Tam i z powrotem to jakieś 38 km. Saarburg to małe turystyczne miasteczko z atrakcją w skali światowej ? przez środek miasta przepływa rzeczka z małym wodospadem. Powałęsałem się i odwiedziłem kilka sklepów. Nie pytałem o pracę. W drodze powrotnej do Konz, właściwie podczas jednego z postojów na papierosa stwierdziłem z przerażeniem, że CHYBA zostawiłem dokumenty w lesie koło Metz. Faktycznie, po przybyciu do mojego lasu bez powodzenia przeszukałem wszystkie torby. Nie znalazłem paszportu, prawa jazdy, dowodu osobistego i kser tych dokumentów. Karty kredytowe nie miały znaczenia. Nic na koncie nie miałem. Wszystko to było w jednej foliowej torbie. Muszę wracać do Francji. Szczęście, że zorientowałem się w Konz a nie np. w Koblenz czy Lipsku. Myśl o jutrzejszej jeździe przyjąłem do wiadomości ze stoickim spokojem.