16.08.12 ? najdłuższa jednorazowa trasa! 104 km St. Adelund ?Cochem ?Treis Karden ? Koblenz/Koblenz ? Lahnstein ? Bad Ems

Setki turystów na rowerach wzdłuż Moseli

Setki turystów na rowerach wzdłuż Moseli

Wcześnie rano bojąc się odkrycia zwijam naprędce śpiwór, byle jak upycham do torby i ruszam w kierunku St. Adelund. Zatrzymuję się przy ławce, przebieram w nowe rzeczy i wymieniam stare (oj już bardzo stare opony) na nowe. W Cochem spotykam 5 starszych Polek. Pracują jako opiekunki starych Niemców. Sześć tygodni w Niemczech i sześć tygodni wolnego w Polsce. Pytam o pracę dla siebie lecz kobiety kręcą głowami. Zapraszają mnie wieczorem na kawę. Niestety ku wspólnemu żalowi muszę jechać dalej. Na moście w Treis-Karden niezwykle piękna mulatka (pochodzi z Jamajki) robi mi zdjęcie. – Gdzie jest Polska? – pyta zaciekawiona- Tysiąc trzysta kilometrów stąd odpowiadam ku jej szczeremu zdumieniu. Na nowych oponach rower wręcz śmiga, pogoda też dopisuje. Żółta kurtka przeciwdeszczowa przydaje się dwa razy. Jest troszkę za mała ale ?podarowanemu koniu nie zagląda sie w zęby?. Już pod wieczór koło 20.00 dojeżdżam do Koblenz. Przed pomnikiem cesarza Wilhelma Ispotykam spacerującego Polaka (zapytałem go po niemiecku o drogę i trochę trwało zanim obaj pojęliśmy, że jesteśmy rodakami). Już od 15 lat jako kelner pływa statkiem pasażerskim po Renie. Siedem miesięcy na statku i pięć miesięcy płatnego urlopu w Polsce. Jego też pytam o pracę dla siebie. Może mógłby mi pomóc ale dopiero w maju jak się rozpocznie sezon turystyczny. Biorę od niego telefon. Dopiero o zmierzchu udaje mi się wyjechać z tego wielkiego miasta bez widoków na nocleg. Jestem już bardzo zmęczony i powoli zły. Boże wybacz mi te przekleństwa rzucane pod Twoim adresem! Droga rowerowa prowadzi między skałami i rzeką. Dojeżdżam do Lahnstein i dalej przez całe miasto na drogę rowerowa Lahntal ? Radweg na którą trafiam praktycznie juz w ciemnościach. W świetle lampek jadę wciąż dalej. Po drodze mijam paru rowerzystów śpieszących się do swoich domów. Zbliża się godzina dwudziesta trzecia, a ja wciąż jadę i bezskutecznie poszukuję miejsca na nocleg. Dosłownie padam z nóg kiedy dojeżdżam na rogatki Bad Ems. Po lewej w świetle księżyca widzę boisko szkolne. Skręcam tam. Chowam się w rogu boiska, rozwijam śpiwór i wyczerpany kładę się spać. To była najdłuższa z dotychczasowych tras. Prawie 130 km.