Nareszcie w Koblenz

Bus zabrał rower i bagaże. Mili kierowcy z Lublina. Cała noc jazdy i o 6.15 jestem w Koblenz. Kamping jeszcze jest zamknięty, muszę czekać do 8.00. Mam czas na złożenie roweru. Po 7 zjawia się administrator kempingu. Wynajęcie miejsca pod namiot 14 Eur. Rozbój w biały dzień. Zgrzytam zębami i płacę. Rozbijam namiot i idę spać. Po południu jeszcze raz przeglądam wszystkie zabrane rzeczy. W przednie sakwy pakuję narzędzia, jedzenie i naczynia. W tylne sakwy: do lewej śpiwór, mata samopompująca i kocyk, do prawej ubrania na chłodne dni, do górnej drugi kpl. ubrań na rower. Zaczyna mocno padać, chowam się do namiotu i do wieczora czytam „Niuch” Terrego Pratcheta. Przed 22.00 idę spać.

Rower spakowany

Busikiem z Wrocławia do Koblenz

Busikiem z Wrocławia do Koblenz

6 rano w Koblenz, kamping śpi

6 rano w Koblenz, kamping śpi

Widok na Ren

W namiocie z widokiem na Ren